Translate this blog!

wtorek, 11 marca 2014

Jak to działa? - krótkie wprowadzenie

W łyżwiarstwie figurowym wyróżnia się pięć podstawowych kategorii: soliści, solistki, pary sportowe, pary taneczne, łyżwiarstwo synchroniczne. My skupimy się na czterech pierwszych, pomijając łyżwiarstwo synchroniczne i będziemy omawiać zasady dotyczące seniorów. 

Łyżwiarze podczas zawodów wykonują dwa programy: program krótki i program dowolny. W przypadku par tanecznych są to odpowiednio: taniec krótki i taniec dowolny. W praktyce przebiega to w ten sposób, że wszyscy zawodnicy zakwalifikowani do danych zawodów prezentują program krótki, a następnie najlepsi przechodzą do finału, czyli programu dowolnego. Podczas Mistrzostw Europy i Świata do programu dowolnego przechodzi zwyczajowo 24 zawodników w przypadku solistów i solistek,  16 par sportowych, 20 par tanecznych. Liczba zawodników/par zakwalifikowanych do programu (tańca) dowolnego podczas zawodów z cyklu Grand Prix czy Mistrzostw Czterech Kontynentów może być inna ze względu na ogólnie mniejszą liczbę łyżwiarzy biorących udział w zawodach.

Na całkowity wynik, jaki zawodnik otrzymuje za dany program (Total Segment Score TSS) składa się ocena techniczna (Technical Element Score TES) oraz ocena za komponenty programu (Program Component Score PCS). Innymi słowy suma TES i PCS daje TSS. Po programie dowolnym TSS za program krótki i dowolny są sumowane i dają końcowy wynik zawodnika, który decyduje o jego pozycji w ostatecznej klasyfikacji. Oczywiście zwycięża ten, kto otrzyma największą łączną liczbę punktów.

Czas trwania programów dla poszczególnych kategorii
soliści
  • krótki 2 min 50 s (max), 
  • dowolny 4min 30 s +/- 10 s
solistki
  • krótki 2 min 50 s (max), 
  • dowolny 4 min +/- 10 s
pary sportowe
  • krótki 2 min 50 s (max), 
  • dowolny 4 min 30 s +/- 10 s
pary taneczne
  • krótki 2 min 50 s +/- 10 s, 
  • dowolny 4 min +/- 10 s

Tyle tytułem wstępu. Następnym razem przyjrzymy się dokładniej elementom składowym programów.


poniedziałek, 10 marca 2014

System Sędziowania ISU

Nowy system sędziowania ISU - ten, według którego obecnie oceniane są zawody w łyżwiarstwie figurowym - został wprowadzony podczas Mistrzostw Europy w Turynie w 2005 roku. Dokładnie na przed Igrzyskami Olimpijskimi w Turynie (2006). Były to zawody "testowe" z jednej strony dla przyszłych obiektów olimpijskich, a z drugiej właśnie dla systemu sędziowania. Ten nowy zastąpił stosowany wcześniej system szóstkowy (system 6.0) i choć wprowadzono go w 2005 roku, to tak naprawdę decyzję o konieczności zmiany sposobu sędziowania zawodów w łyżwiarstwie figurowym podjęto dużo wcześniej, niedługo po niesławnym skandalu z Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City (2002).
Od tamtych "testowych" Mistrzostw Europy w Turynie w 2005 minęło już prawie dziesięć lat, w czasie których system ewoluował, wprowadzane były poprawki tak, by znaleźć najlepsze możliwe rozwiązanie. Tak naprawdę większe lub mniejsze zmiany w obowiązujących zasadach wprowadzane są w każdym sezonie, jednak ogólnie rzecz biorąc metoda sędziowania pozostaje od 2005 roku ta sama. Podstawowym założeniem przyświecającym opracowaniu nowego systemu sędziowania zawodów w łyżwiarstwie figurowym było rzecz jasna znalezienie lepszego niż dotychczasowe rozwiązania, dokładniejszej i bardziej obiektywnej metody oceny występów zawodników. Czy udało się to osiągnąć? W zasadzie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Opinie są podzielone i mimo że ten nowy system funkcjonuje już od ładnych kilku sezonów, to wydaje się, że zmiana jeszcze nie do końca się przyjęła. Pamiętam jak by to było wczoraj tamte ME w Turynie i pierwsze zetknięcie się z nowym systemem. Pierwsza myśl - O co u licha w tym wszystkim chodzi? Zrozumienie choć mniej więcej skąd biorą się oceny, w jaki sposób wyliczane są punktowe wartości za poszczególne elementy, innymi słowy pojęcie jak to wszystko działa było w pierwszej chwili sporym wyzwaniem. Jednak z czasem sprawa zaczęła się rozjaśniać.
Z całą pewnością oba te systemy mają mocniejsze i słabsze strony. Nie da się ukryć, że ten stosowany obecnie jest bardziej skomplikowany, trudniejszy do zrozumienia, szczególnie dla widzów. Jego poważnym mankamentem jest właśnie nieczytelność dla publiczności. Kiedyś każdy postronny obserwator, z mniejszym czy większym zaangażowaniem śledzący zawody wiedział, że ocena 6.0 oznacza program idealny. Dzisiaj trudno powiedzieć, gdzie ten poziom ideału leży. Dodatkowo jasne było, że jeśli zawodnik dostawał oceny w granicach 5.6 - 5.9, to jego program był naprawdę dobry, zaś oceny oscylujące wokół  czwórki wskazywały na raczej słaby lub przeciętny występ. Nie trzeba było się specjalnie orientować co i jak, żeby rozumieć, czy dane oceny są dobre czy słabe. Nawet jeśli ktoś oglądał zawody bardzo rzadko, dla przyjemności i bez specjalnej znajomości tajników dyscypliny, to z łatwością mógł zorientować się w ocenach. Ciekawy program, wykonany w dobrym tempie, ładnie, dobry technicznie i wyróżniający się choreografią zdobywał zwykle uznanie publiczności i jednocześnie dobre oceny. Dzisiaj zdarza się, że publiczność jest programem zachwycona, a sędziowie przyznają mu słabe oceny. Dodatkowo  obecnie trudniej zorientować się co tak naprawdę dana ilość punktów oznacza.
Poza tym nowy system wprowadził więcej ograniczeń pozostawiając zawodnikom znacznie mniejszą swobodę przy układaniu programów (dużo elementów obowiązkowych, poziomy wykonania, przeróżne reguły i ograniczenia). Mówi się też, że nie zachęca do ryzykowania (np. wykonywania poczwórnych skoków, czy też potrójnego Axla w przypadku solistek) ze względu na dość istotne odjęcia punktowe w przypadku, gdy coś pójdzie nie tak. Z drugiej strony trzeba przyznać, że jest to system bardziej obiektywny. Oceny w mniejszym stopniu zależą od widzi mi się sędziów czy renomy zawodnika, jak można to było dość często obserwować podczas zawodów sędziowanych systemem 6.0. Detalicznie określone poziomy wykonania dla poszczególnych elementów, możliwość oglądania niejasnych elementów na zwolnieniach, to wszystko sprawia, że przynajmniej techniczne elementy powinny być oceniane bardziej obiektywnie. Dokładnie określone wartości punktowe poszczególnych elementów pozwalają zawodnikowi wyliczyć bazową techniczną wartość programu i dzięki temu uzyskać dość dokładny obraz tego, jak wypada w porównaniu z konkurencją.
Który system jest lepszy? Nie mam tu zamiaru ani chęci tego oceniać. Na pewno wielu zawodnikom startującym kiedyś przy starym systemie, którzy musieli dostosować się do nowych zasad było ciężko się z nimi oswoić. Inaczej odbiór nowego systemu wygląda wśród młodszego pokolenia, które w zasadzie już na nim wyrosło. Na pewno inne zdanie na ten temat mają fani łyżwiarstwa figurowego, inne zawodnicy, trenerzy, a jeszcze inne sędziowie. Każdy może sam ocenić, która metoda sędziowania według niego jest lepsza, ale żeby móc to zrobić trzeba najpierw zrozumieć o co w tym chodzi. Łatwiej też śledzić zawody wiedząc, jak interpretować przyznawane zawodnikom oceny i skąd się one biorą. Dlatego spróbujemy powoli, małymi krokami zgłębić zawiłości i przybliżyć główne zasady sędziowania zawodów łyżwiarskich.
Wydaje się, że właśnie ta niezrozumiałość obecnie stosowanego systemu oceniania jest jego główną wadą, ale też powodem częstych kontrowersji i wyraźnych sygnałów niezadowolenia wśród widzów, co w efekcie prowadzić może do spadku zainteresowania samą dyscypliną. Pełno tu różnych zasad, obostrzeń, regulacji, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać niepojęte. Jednak nie taki wilk straszny, jak go malują i przy odrobinie chęci oraz wysiłku da się pojąć o co w tym wszystkim chodzi.
Kto chętny zgłębić tę tajemną wiedzę, niech czuje się zaproszony do śledzenia postów pojawiających się w dziale ISU Judging System. My ze swojej strony postaramy się choć trochę przybliżyć główne zasady obowiązującego Systemu Sędziowania ISU.

sobota, 8 marca 2014

Olympic figure skating fashion police

Strój, w jakim zawodnik występuje podczas zawodów, odgrywa w łyżwiarstwie figurowym znacznie większą rolę niż w przeważającej części dyscyplin sportowych. Stąd też dopuszcza się tu większą dowolność. Większą, ale nie całkowitą, bo jak powszechnie wiadomo - pomysłowość ludzka nie zna granic. Zatem żeby zapobiec wyjątkowo ekstremalnym przypadkom wprowadzone zostały pewne ograniczenia, jak choćby to, że mężczyźni nie mogą występować w rajtuzach, ich strój musi zawierać spodnie. Nie trzeba się specjalnie głowić nad tą kwestią, żeby zrozumieć, że o ile odpowiednio dobrany strój może zawodnikowi pomóc, to niefortunnym ubraniem można sobie mocno zaszkodzić. Nie da się ukryć, że strój ma też pewne znaczenie przy ocenie artystycznej programu. Przede wszystkim może on jednak pomóc zawodnikowi wyróżnić się, wykreować odpowiedni wizerunek, zrobić dobre pierwsze wrażenie. Dobrze przemyślany kostium może też podkreślić mocne strony zawodnika akcentując jego ruchy (np. przy wykonywaniu piruetów). No i co wydaje się oczywiste - strój powinien nawiązywać do muzyki, pomagać wyłapać myśl przewodnią programu. Innymi słowy, dzięki strojowi można wiele zyskać, ale też wiele stracić. I to nie tylko w kwestii odjęć punktowych za tzw. "costume violation" (jak ładnie się to nazywa w systemie oceniania) gdy na przykład jakiś element stroju niefortunnie odpadnie i wyląduje na tafli w trakcie wykonywania przez zawodnika programu (jak zdarzyło się to chociażby parze Elena Ilinykh/Nikita Katsalapov w czasie programu dowolnego na zawodach drużynowych w Soczi). Dodatkowo trzeba brać pod uwagę fakt, że dany strój może na żywo prezentować się nieźle, a jednocześnie na zdjęciach czy nagraniach wypadać naprawdę kiepsko. I tak to już bywa, że zawsze znajdą się tacy, którzy przesadzą z kolorami czy kryształkami albo tacy, których strój kompletnie nie wiąże się z muzyką (a jeśli nawet, to brawa dla tego, kto taki związek znajdzie!) czy też po prostu zupełnie nie pasuje do ich figury czy typu urody.
O tym jak istotny jest w tej dyscyplinie dobór stroju wiedzą niewątpliwe Johnny Weir i Tara Lipinski, którzy w Soczi niekoniecznie na tafli, ale swoimi strojami przyciągali sporo uwagi. Jednocześnie komentując zawody dzielili się z widzami przemyśleniami na temat strojów poszczególnych zawodników z jednej strony podkreślając te naprawdę trafione, z drugiej wyłapując co ciekawsze "kwiatki". Ich wybór 41 najciekawszych strojów zaprezentowanych przez zawodników w Soczi można znaleźć pod tym linkiem http://www.today.com/slideshow/today/tara-lipinski-and-johnny-weir-police-figure-skating-fashion-54301910/ 
I dodam, że naprawdę warto tam zajrzeć. Choćby z czystej ciekawości. Szczególnie, że jest to zbiór zarówno tych co ładniejszych, jak i co dziwniejszych przypadków opatrzony każdorazowo krótkim komentarzem Johnny'ego i Tary.

piątek, 7 marca 2014

Zabójczy duet: Johnny Weir i Tara Lipinski

Nie brali udziału w zawodach, nie zdobywali medali, ale gdyby typować największe gwiazdy tych Igrzysk w konkurencji łyżwiarstwa figurowego, to z dużym prawdopodobieństwem to właśnie Johnny Weir i Tara Lipinski znaleźliby się w ścisłej czołówce. 
Do Soczi pojechali komentować zawody w łyżwiarstwie figurowym dla amerykańskiej stacji NBC. Zabrali ze sobą osiem walizek z ubraniami, butami, biżuterią. Jak to ujął sam Johnny: Trzy moje walizki są wielkości Fordów Focusów, trzy walizki Tary mają wymiary Audi S4s. To zdecydowanie za dużo (...) Z drugiej strony, jesteśmy na tej pozycji początkującymi i musimy się wykazać. Nie możemy każdego dnia ubierać tego samego czarnego garnituru. No tego akurat po Johnnym chyba nikt by się spodziewał. 
W czasie Olimpiady zdecydowanie przyciągali uwagę swoimi strojami, szczególnie że dużą wagę przykładali do tego, by były do siebie idealnie dopasowane i żeby każdy zainteresowany mógł na bieżąco śledzić w co też postanowili się danego dnia ubrać. Swoje ulubione stylizacje zamieszczali na specjalnie utworzonym profilu na Instagramie (taraandjohnny). Tak samymi strojami, jak i szumem jaki wokół siebie dzięki nim spowodowali Johnny i Tara chcieli też zwrócić uwagę szerszej publiczności na łyżwiarstwo figurowe. Łyżwiarstwo figurowe potrzebuje odmłodzenia - stwierdził Johnny. Zresztą nie on jedyny zwrócił uwagę na ten problem.
Jak by na to nie patrzeć, Tara Lipinski i Johnny Weir zasłynęli w Soczi w dużej mierze dzięki swoim stylizacjom, bardzo często "dość nietypowym". Z drugiej strony trzeba im przyznać, że naprawdę świetnie sprawdzili się jako komentatorzy i z całą pewnością nawet bez tych dodatków w postaci wyróżniających się strojów ich komentarz w czasie zawodów zostałby zauważony. 
Dobrego komentatora można ze świecą szukać, a chyba każdy kto miał okazję oglądać zawody opatrzone kiepskim komentarzem wie jak bardzo potrafi to zepsuć odbiór całości. Dlatego też Johnny i Tara zasługują na tym większe uznanie, że już od pierwszych dni zawodów pojawiały się liczne i entuzjastyczne głosy uznania dla ich pracy. Na pewno ich poważnym atutem jest bardzo dobra znajomość tematu, bo przecież kto inny jak nie byli zawodnicy może tak dobrze orientować się w tajnikach dyscypliny. Jednak to nie zawsze wystarcza, żeby odnaleźć się w roli komentatora. Ta dwójka w Soczi udowodniła, że jako komentatorzy zasługują na pełne zaufanie. Zdają się nadawać na tych samych falach, dzięki czemu tworzą doprawdy świetnie dobrany duet, co z całą pewnością ułatwia im współpracę. Jednak to, czym zaskarbili sobie sympatię i uznanie licznego grona odbiorców, to z jednej strony absolutna bezstronność w czasie komentowania, z drugiej fakt, że odzywali się tylko wtedy, kiedy naprawdę mieli coś sensownego do powiedzenia pozwalając zawodnikowi "mówić" samemu za siebie. Cecha u komentatorów niezwykle rzadka, a zdecydowanie bezcenna. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że sukces w nowej roli odniesiony w Soczi zapewni im stanowisko komentatorskie w czasie kolejnych zawodów, a kto wie, może i kolejnych Igrzysk Olimpijskich.

 
Johnny Weir, Tara Lipinski i ich olimpijski styl

czwartek, 6 marca 2014

Z wokalem czy bez? oto jest pytanie

Klamka zapadła. Od przyszłego sezonu łyżwiarze będą mogli wykonywać programy na zawodach do muzyki z wokalem. Do tej pory mogły sobie na to pozwolić tylko pary taneczne, pozostali utwory śpiewane zostawiali na gale, a wykorzystanie takowego w czasie zawodów, zgodnie z zasadami systemu oceniania, groziło odjęciem jednego punktu. Dopuszczalna była ewentualnie wokaliza.
Historia zna przypadki, kiedy zawodnicy wybierali podkład muzyczny, w którym ciężko było ocenić czy już mamy do czynienia z wokalem, czy też wciąż jeszcze z wokalizą. Odjęcia punktowe się zdarzały, ale ostateczna decyzja o tym, jak traktować daną sytuację zawsze zależała od sędziów. W ostatnich sezonach wydawało się, że sędziowie coraz częściej przymykali oko na te drobne wykroczenia muzyczne i w ten sposób granica dopuszczalności powoli się przesuwała. Od przyszłego sezonu problem z wokalem zniknie i są tacy, to nie żart, którzy twierdzą, że w znacznej mierze jest to zasługa Florenta Amodio i Nikolaia Morozova. Dlaczegóż właśnie ich dwóch? Można to traktować trochę pół żartem pół serio, ale żeby zrozumieć rolę, jaką być może faktycznie odegrali oni w całej sprawie trzeba się cofnąć pamięcią do Mistrzostw Świata w Moskwie w 2011 roku, a dokładnie do programu dowolnego solistów. Wtedy to właśnie Florent Amodio wykonał swój program dowolny do muzyki ze słowami (z całą pewnością nie była to wokaliza), ale co zaskakujące nie został ukarany punktowymi cięciami.


Kto wie, być może faktycznie był to krok milowy w stronę zniesienia zakazu wykorzystywania w programach muzyki, w której wyraźnie słyszalne są słowa. Tak czy siak, wtedy, w 2011 roku, decyzja o wykonaniu programu dowolnego do muzyki z wokalem była dość ryzykownym i mimo wszystko zaskakującym posunięciem. Zarówno Amodio, jak i Morozov pytani o całą sprawę, twierdzili (i twierdzą do dziś), że mieli niewiele do stracenia. Program dowolny Amodia nie był wystarczająco trudny, by mógł z nim wtedy w Moskwie walczyć o miejsce na podium, więc mogli sobie pozwolić na takie małe "szaleństwo". Od tamtych zawodów musiały jednak minąć trzy lata, żeby oficjalna decyzja w sprawie wokalu została podjęta.

Czy wprowadzenie takiej modyfikacji w zasadach będzie miało znaczący wpływ na łyżwiarstwo figurowe trudno przewidzieć. Mówi się, że jednym z pozytywnych efektów takiej zmiany może być przyciągnięcie młodszej publiczności. Od pewnego czasu obserwuje się spadek zainteresowania łyżwiarstwem figurowym, głównie właśnie wśród młodszych odbiorców. Czy ten "powiew nowości" pomoże zaradzić problemowi przekonamy się w kolejnych latach. 
Najciekawsze wydaje się jednak to, w jaki sposób pełna możliwość używania muzyki z wokalem na zawodach wpłynie na zawodników i prezentowane przez nich programy. Czy w przyszłym sezonie będziemy obserwować nagły wysyp programów z wykorzystaniem muzyki ze słowami, czy też wygra długoletnie przyzwyczajenie i ta zmiana będzie stopniowo dochodziła do głosu. 
Poczekamy, zobaczymy. To pewne.


wtorek, 4 marca 2014

Soczi 2014 - o solistach uwag kilka - Javier Feranandez i problemy z brązem

Kontynuując wątek konkurencji solistów nie można nie wspomnieć o tym co przydarzyło się Javierowi Fernandezowi. Do Rosji jechał z całą pewnością z ogromną nadzieją na medal olimpijski. Po programie krótkim zajmował trzecie miejsce i nawet jeśli nie srebrny czy złoty, to brązowy medal naprawdę był w zasięgu jego ręki. Miało być tak pięknie, a wyszło... chyba najgorzej jak tylko mogło, bo Javier skończył na najbardziej frustrującym z możliwych miejsc, czyli na czwartym. Co ciekawe na trzecie miejsce wskoczył w ostatecznym rozrachunku Denis Ten, który po programie krótkim był o sześć pozycji niżej niż Fernandez. Historia zna podobne przypadki i nie po raz pierwszy (ani zapewne nie ostatni) w programie dowolnym zdarzyły się tak spore zawirowania.Tak czy siak należy się słów kilka, żeby wyjaśnić dlaczego Hiszpan na podium się nie znalazł. Dla uspokojenia nastrojów trzeba powiedzieć, że żadnych spisków, ani niecnych działań tu nie było, chociaż szczerze mówiąc, to w pierwszym momencie, gdy pojawiły się oceny Javiera za program dowolny można było tak pomyśleć. Sam zainteresowany też wydawał się mocno zaskoczony, a niestety akurat w tym wypadku, to on sam szansę na medal zaprzepaścił. Jednym małym błędem, a dokładnie wykonanym pod koniec programu potrójnym Salchowem. Dlaczego? Otóż był to już drugi potrójny Salchow wykonany solo przez Fernandeza w programie dowolnym i zgodnie z obowiązującym systemem oceniania taki powtórzony skok nie podlega ocenie. Innymi słowy, zawodnik otrzymuje za niego zero punktów. Gdyby Javier zgodnie z planem wykonał wcześniej poczwórnego Salchowa, to ten późniejszy potrójny zostałby normalnie oceniony i zapewniłby mu jak sądzę przynajmniej 5 punktów. Oczywiście można by jeszcze dodać, że od brązowego medalu oddaliły go też inne elementy, jak chociażby wykonanie w kombinacji na początku programu jako drugiego skoku podwójnego, a nie zgodnie z planem potrójnego toe loopa. Jednak to właśnie ten potrójny Salchow zaważył najbardziej. Gdyby Javier dostał za niego nawet minimalne 4.62 punktu, to wystarczyłoby mu całkowicie, żeby wygrać z Denisem Tenem i zdobyć brązowy medal. Cóż, gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem. Wiadomo... Pocieszające, że Fernandez planuje wystąpić na Igrzyskach w 2018 roku i jeśli plan zrealizuje, to będzie miał kolejną szansę powalczyć o olimpijski medal.

Javier Fernandez, Soczi 2014


































































 źródło: http://www.zimbio.com/
 

Sochi 2014 - o solistach uwag kilka

Jakoś tak wychodzi, że u solistów często sporo się dzieje, a już w szczególności gdy przychodzi do Olimpiady. I tym razem nie było inaczej, nie trzeba było nawet specjalnie długo czekać na co ciekawsze wydarzenia.
Zacznijmy od tego najbardziej wyrazistego, czyli od wycofania się z zawodów Jewgienija Pluszczenki. Trzeba przyznać, że wielu wróżyło coś takiego jeszcze zanim Igrzyska się rozpoczęły. Sama zresztą (przyznaję się bez bicia) byłam wśród nich i gdy po zawodach drużynowych, kiedy w programie dowolnym poszło mu gorzej niż sporo młodszemu Japończykowi - Yuzuru Hanyu - Pluszczenko zaczął narzekać na ból pleców, w mojej głowie pojawiła się całkiem realna wątpliwość, czy zobaczymy go w zawodach indywidualnych. Jednak sam zainteresowany utrzymywał twardo, że w nich wystąpi. Jak się okazało na swój sposób wystąpił, a i owszem. Tyle że dość krótko. Podczas wykonywania Axla w czasie rozgrzewki na tyle mocno dopiekły mu plecy, że decyzja o wycofaniu się zapadła błyskawicznie, jeszcze zanim Pluszczenko rozpoczął program krótki. Zatem, jak by to ująć, odpadł w przedbiegach. To co od początku nurtuje mnie w całej sytuacji najbardziej, to czy naprawdę przed zawodami nie był w stanie przewidzieć, że nie da rady w nich wystąpić? Czy dopiero w ostatniej chwili aż na tyle się mu pogorszyło? Bo prawdą jest. że gdyby nieco wcześniej podjął decyzję o wycofaniu się ze względu na stan zdrowia, to Rosjanie mieliby jeszcze szansę w jego miejsce wystawić "substytuta". Innymi słowy, gdyby Pluszczenko na siłę nie pchał się do zawodów już czując, że nie jest w pełni sił, to być może szansę (jedyną i zapewne też ostatnią w karierze) na występ na Igrzyskach dostałby Sergiej Voronov. I tego naprawdę nie jestem w stanie Pluszczence wybaczyć, bo w ten sposób ani on nie podjął walki, ani nie dał takiej szansy swoim kolegom z reprezentacji. 
To był taki mocny akcent na początek programu krótkiego solistów. A poza tym z zaskoczeń - czy ktoś się spodziewał, że reprezentant Filipin (kraju absolutnie nie kojarzącego się z łyżwiarstwem figurowym) dostanie się do programu dowolnego? Mnie osobiście Michael Christian Martinez (bo o nim tu mowa) dość mocno zaskoczył zajmując po programie krótkim 19. miejsce. I tak jakoś dziwnie wyszło, że on do dowolnego się dostał, a taki sobie Viktor Pfeifer, za którego występ mocno trzymałyśmy kciuki, niestety program krótki zakończył na 26. pozycji, o dwie za nisko, żeby zakwalifikować się do finału i jak by na to nie patrzeć o pięć miejsc niżej niż w Vancouver cztery lata temu... Żeby nie było, że mu kiepsko poszło możemy uznać, że to był taki osobisty manifest olimpijski Viktora, szczególnie, że ostro zaczął od samego początku, kiedy zamiast potrójnego Salchowa wyszedł mu smętny pojedynczy. A mówiąc całkiem serio, szkoda mi, że akurat nie udało mu się wystąpić w programie dowolnym, bo po pierwsze mam do tego zawodnika sentyment, a dręczy mnie niejasne przeczucie, że powoli zbliża się do zakończenia swojej kariery. Po drugie jego program dowolny w tym sezonie jest naprawdę wart obejrzenia, również ze względu na dobór muzyki. Mam na myśli dwa fragmenty z nowej płyty Audiomachine (Chronicles). Jeśli kto nie jest przekonany albo nie pamięta, o jakie utwory chodzi, to służę uprzejmie przypomnieniem:

Breath and Life - Audiomachine

Guardians at the Gate - Audiomachine

Na dziś tyle wspomnień, a ciąg dalszy zapewne nastąpi :-)